E-wolontariat i nie tylko

 

W Niedzielę Bożego Miłosierdzia specjalny serwis do internetowych zbiórek uruchomiła Caritas Polska. Platforma pomagam.caritas.pl została sprofilowana dla specyfiki działalności charytatywnej Caritas i zaprzyjaźnionych z nią Eleos i Diakonii (bo poza wpisywaniem się w sieciowe trendy jest to inicjatywa ekumeniczna wspierająca programy czterech Kościołów działających w Polsce). Portal ma możliwość dotarcia do szerokiego grona odbiorców z informacją bardzo lokalną – o potrzebach podopiecznych diecezjalnych Caritas.

Pomagam.caritas.pl w porównaniu z przynajmniej częścią serwisów crowdfundingowych nie pobiera od darczyńców i partnerów opłat za korzystanie ze swojej platformy. Dodatkową opcją jest natomiast propozycja e-wolontariatu polegająca na gromadzeniu społeczności wokół konkretnych projektów.

Serwis Caritas pomógł m.in. Wojtkowi Nadchcewiczowi, który ze względu na zaawansowaną chorobę układu sercowo-oddechowego potrzebuje 700 tys. zł na przeszczep płuc w Klinice w Wiedniu; kwotą ponad 46 tys. zł wsparto pallotyna ks. Krzysztofa Syrka, który walczy z agresywnym nowotworem tkanek miękkich „Liposarcoma” a dla ratowania życia konieczna była natychmiastowa terapia z użyciem hipertermii.

 

Hołownia sprzedaje kozy

Crowdfundingowe idee wykorzystuje także Szymon Hołownia. Znany publicysta i prezenter telewizyjny od kilku lat zaangażowany jest w pomoc placówkom misyjnym prowadzonym przez polskie zakonnice w Afryce. „Dobro Czynne 24” to projekt Fundacji Dobra Fabryka, który ma na celu udzielenie wsparcia pacjentom Szpitala w Ntamugendze i Hospicjum w Kabudze poprzez nabycie konkretnego dobra, a tym samym pokrycie kosztów świadczeń udzielanych ww. pacjentom.

W ten sposób można kupić np. worek krwi do transfuzji (35 zł) czy 100 tabletek chininy (25 zł), które pomagają ratować chorych na śmiercionośną w Kongo malarię; nieco więcej kosztują procedury medyczne takie jak poród (naturalny – 60 zł, przez cesarskie cięcie – 270 zł) czy dzienny pobyt chorego w hospicjum (50 zł), ale czy może być coś cenniejszego niż ratowanie ludzkiego życia, zwłaszcza tego zupełnie bezbronnego?

Zdecydowanie najdroższe są jednak inwestycje infrastrukturalne, ale i na to znaleziono sposób. Jeden z priorytetów na liście działań fundacji Hołowni to wyposażenie sal szpitalnych w nowe łóżka. Potrzebnych jest 84 łóżek. Koszt jednego wraz z materacem to około 1200 zł. „Na tego, kto zdecyduje się na samodzielny zakup całego łóżka, czeka super bonus – trwale upamiętnimy jego pomoc w postaci pamiątkowej tabliczki w szpitalu, zamontowanej przy "jego" łóżku” – zachęcają. Ale ci, którzy mogą partycypować jedynie w części zakupu też mogą włączyć się w pomoc i zakupić część składową – jedną z nóg lub zagłówek. Koszt każdej takiej części to 220 zł. Nazwiska wszystkich osób, które właśnie w taki sposób włączą się w łóżkową akcję, zostaną uwiecznione na zbiorowej tablicy pamiątkowej, która zawiśnie w honorowym miejscu szpitalu w Kongo.

Jeśli kogoś przerażają koszty, to może komuś zafundować wizytę u lekarza lub pielęgniarki, która kosztuje jedyne 2 zł czy za złotówkę więcej parę pieluchomajtek dla dorosłych, które pomagają personelowi dbać o higienę chorego, a jemu zapewniają komfort zarówno fizyczny jak i psychiczny; „nawet jeśli nie jesteśmy w stanie uratować komuś życia, możemy uratować jego osobistą godność, pomóc mu zachować szacunek do samego siebie, oszczędzić cierpień” – przekonują ludzie z fundacji.

Poza potrzebami stricte medycznymi pamięta się także o żywieniowych. Przy szpitalu w Ntamugendze siostry prowadzą małą farmę, która zaopatruje ośrodek dożywiania w podstawowe produkty. „Bardzo popularne w Kongo kozy to dobra inwestycja. Będą zaopatrywały oddział dla najmłodszych w mleko” – w ten sposób zachęca się do zakupienia kozy (300 zł). Hołownia nie zapomniał też o drobnych przyjemnościach dla podopiecznych fundacji. „Jabłko to w Rwandzie rarytas. Nasi pacjenci je uwielbiają. Zwłaszcza Specioza rozsmakowała się w nich tak, że s. Marysia podrzuca jej jedno co rano, by dzień zaczęła od ulubionej przyjemności” – czytamy w opisie na stronie dobroczynne24.pl, a koszt takiej przyjemności to 5 zł.

Zakup konkretnych dóbr to jedna forma pomocy. Drugą jest możliwość ofiarowania bliskim karty upominkowej (50, 100, 150 zł). Obdarowany weźmie wówczas udział w losowaniu specjalnych afrykańskich nagród.

 

Wydaj księdzu płytę

Kościół jako instytucja jest organizatorem i pośrednikiem internetowych zbiórek, ale ludzie Kościoła szukają także w ten sposób środków dla realizacji projektów innych niż charytatywne. Przykładem może być ks. Bartłomiej Kot, który zbierał fundusze na wydanie nagranego już oratorium „Matko Najpiękniejszego”.

Ks. Bartłomiej Kot jest absolwentem Akademii Muzycznej we Wrocławiu, obecnie jest duszpasterzem akademickim wrocławskiej „Maciejówki”. Współpracuje z portalem 2ryby.pl. Znany jest z piosenek filozoficznych, jak choćby ta o św. Tomaszu z Akwinu (https://www.youtube.com/watch?v=Av7WMq8fuhU).

Oratorium „Matko Najpiękniejszego” zostało przygotowane przez ks. Kota na uroczystość ustanowienia bazyliki w Bolesławcu. Jest wykonywane przez 80-osobowy chór i orkiestrę oraz urodzoną w Kanadzie sopranistkę Chantal Prymkę-Radkiewicz.

Gwarancję jakości temu projektowi wystawia także prestiżowe wydawnictwo DUX, które dokonało nagrania, a które niemal co roku za swoje produkcje otrzymuje „Fryderyka”. Spot promujący płytę (https://www.youtube.com/watch?v=mAjr7i9Qxyg) został przygotowany we współpracy z amerykańskim studiem filmowym (http://www.spiritjuicestudios.com/). Z kolei ambasadorem projektu jest jazzman Piotr Baron.

Oratorium w serwisie odpalprojekt.pl (http://odpalprojekt.pl/projekty/finansujacy/453,matko-najpiekniejszego) wsparło 91 osób, co stanowi blisko 60 proc. potrzebnej kwoty. Pieniądze potrzebne są na produkcję, mastering płyty, wytłoczenie 1000 egzemplarzy, przygotowanie okładki, dystrybucję i promocję płyty. Szacowany koszt to ponad 24 tys. zł.

W ramach podziękowań darczyńcy projektu mogli otrzymać płytę z oratorium, ale także nagrać swoją piosenkę w domowym studiu ks. Kota, zaprosić kapłana z jego piosenkami autorskimi na domowy koncert czy uczestniczyć w warsztatach muzycznych prowadzonych przez duszpasterza „Maciejówki”. Można było też wykupić pakiet homilijny, a wtedy ks. Kot przyjechałby do parafii ofiarodawcy z niedzielnymi kazaniami.

 

Kościelny (i nie tylko) crowdfunding poza wymierną pomocą dla potrzebujących i wsparciem dla atrakcyjnych projektów daje także świadectwo o ludzkim pięknie i człowieczej wspólnocie.