„Swoistym, niepojętym paradoksem jest to, że ten, który gromadził wokół ołtarza tłumy, dzisiaj na swoim pogrzebie ma nas zaledwie kilkoro modlących się razem z wami wszystkimi, którzy modlicie się dzięki transmisji telewizyjnej tej dzisiejsze, żałobnej uroczystości” – mówił kard. Kazimierz Nycz na Mszy św. pogrzebowej ks. Piotra Pawlukiewicza. Cenionego kaznodzieję i rekolekcjonistę rzeczywiście żegnały rzesze jego słuchaczy i duchowych uczniów. Archidiecezja warszawska podała, że transmisję on-line w internecie śledziło 80 tysięcy osób, a liturgia była także nadawano na żywo przez Telewizję Trwam i TVP INFO.

Ks. Bogusław Kowalski, kolega kursowy z lat seminaryjnych i proboszcz parafii katedralnej św. Michała Archanioła i św. Floriana w Warszawie, w wygłoszonej homilii na Mszy pogrzebowej przytoczył fragment testamentu ks. Pawlukiewicza: “Bogu wszechmogącemu wyrażam wdzięczność za dar życia, dar wiary, dar kapłańskiego powołania. Ufam w ogrom Bożego miłosierdzia, które niejednokrotnie ratowało mnie od tragedii, gdy w swej pysze i duchowej ślepocie igrałem ze złem. Proszę wszystkich o wybaczenie tego, co im zawiniłem, tego, czym ich zgorszyłem, tego, czym zadałem im ból. Wybaczcie mi moją pychę, zarozumiałość. Proszę, polecajcie mą duszę Bożemu miłosierdziu”. Człowiek, który przeprasza za swoją pychę, w rzeczywistości musiał być dość pokorny.

Zdaje się, że kapłańską pokorę ks. Pawlukiewicza, a także fakt, że „swoją chwałę” – która niewątpliwie i słusznie na niego spływała jako kaznodzieję i rekolekcjonistę – oddawał Bogu podkreślają wyjątkowe okoliczności pogrzebu. Dzięki rozpoznawalnemu głosowi, błyskotliwej myśli, poczuciu humoru, a przede wszystkim mocy i pięknie głoszonego Słowa ks. Piotr był znany i kochany przez setki tysięcy Polaków. Tym bardziej, że dar jego słowa wykorzystywały – w dobrym sensie tego słowa – liczne media i wydawnictwa. Jest prawie pewne, że na pogrzebie żegnałyby go tłumy. Stan epidemii, który ogłosiły władze państwowe, pozwolił na uczestnictwo tylko kilku osób w pogrzebie. Czy to nie jest symbol pokory i oddania swojej chwały Bogu?

W związku z epidemią sytuacja w Polsce zmienia się w tych dniach dynamicznie. Ks. Pawlukiewicz zmarł 21 marca. Pogrzeb zaplanowano na 25 marca. Obowiązywało wtedy ograniczenie do 50 osób na zgromadzeniach religijnych, ale 24 marca wprowadzono kolejne obostrzenia, redukując jedynie do 5 liczbę uczestników liturgii. To z tego powodu koledzy z rocznika święceń (1985) ks. Piotra spotkali się przy trumnie Zmarłego dzień wcześniej. Mszy św. przewodniczył bp Rafał Markowski - swego czasu dyrektor Radia Józef, któremu dar słowa oddał także ks. Pawlukiewicz. “Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” – warszawski biskup pomocniczy zauważył, że te słowa św. Pawła idealnie pasują do ks. Piotra Pawlukiewicza. Homilię w przeddzień pogrzebu wygłosił ks. Tadeusz Aleksandrowicz, proboszcz Świątyni Opatrzności Bożej, który przytoczył znamienny bon mot ks. Pawlukiewicza: „to nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni żyją, a my umieramy”. My ciągle umieramy, a on właśnie osiągnął pełnię życia.
Mszę żałobną odprawiono w kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, gdzie przez prawie 30 lat pracował, mieszkał, duszpasterzował ks. Pawlukiewicz. „Dlaczego ksiądz Piotr był tak kochany? Był odblaskiem głosu Jezusa, tak jak każdy kapłan być powinien. Ale był szczególnym odblaskiem. Czy podawał ludziom tylko cukierki? Czy rozwadniał Ewangelię, żeby się przypodobać? Czy zachęcał do drogi na skróty? Czy dawał łatwe recepty? Czy dlatego, że był fajny, że dowcipkował? To były dodatki – poczucie humoru, uśmiech, jego błyskotliwość. To były tylko dodatki, ale kochaliśmy go za to, że był odblaskiem głosu Jezusa Chrystusa. Kiedy było trzeba, to tak jak Jezus mówił «to niech pierwszy rzuci w nią kamieniem, kto jest bez grzechu». I mówił Jezus przez niego” – podkreślał w czasie pogrzebu ks. Bogusław Kowalski, który opisał też ostatnie chwile życia ks. Piotra. Tuż przed śmiercią odbył spowiedź z całego życia, ostatnią Mszę odprawił w swoim mieszkaniu z innym księdzem i najbliższymi, przyjął odpust zupełny. „I jak nie wierzyć w tę prawdę, że Pan Bóg zabiera człowieka z tego świata w najlepszym jego stanie duszy?” – pytał retorycznie ks. Kowalski.

Rocznikowy kolega z seminarium przywołał także scenę z Ewangelii odczytywanej w ostatnią niedzielę o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Faryzeusze pytali “Dlaczego jest niewidomy, czy on zgrzeszył, czy jego rodzice?”. A Pan Jezus odpowiedział: “Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale żeby się objawiły sprawy Boże”. „Właśnie. «Aby się objawiły sprawy Boże». Nie wiemy jakie. Ale one się objawiają” – mówił ks. Kowalski zwracając uwagę, że ksiądz nigdy nie powinien zasłaniać Pana Boga. „Prawdą jest to, że w dobrym księdzu łatwiej ukochać Pana Boga, przez dobrego księdza łatwiej w Boga uwierzyć. Ksiądz nigdy nie idzie do nieba sam. Idzie z tymi, których Bóg stawiał na jego drodze. Ufamy, że sporą rzeszą jest i będzie otoczony ksiądz Piotr w drodze do nieba” – mówił ks. Kowalski.

Kaznodzieja na koniec przywołał jedną z ostatnich rozmów z ks. Pawlukiewiczem, w której zmarły służbę kapłańską odnosił do słów wojskowego dowódcy o zakończeniu walki: „Zdać broń, zdjąć mundur, oddać książeczkę wojskową i odmaszerować”. „Tak, Pan Bóg dzisiaj ci mówi: Piotrze, odłóż Pismo Święte na półkę, zdejmij stułę, odsuń mikrofon i odmaszerować. Odmaszerować po wieczną nagrodę”.